Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Łukowie

DIECEZJA
SIEDLECKA

   

23 lipca 2017 r. Imieniny obchodzą: Bogna, Brygida, Apolinary

     
LITURGIA SŁOWA



Czytania:
Mdr 12,13.16-19; Ps 86,5-6.9-10.15-16a; Rz 8,26-27
Ewangelia:
Mt 13,24-43

Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

Serwis informacyjny KRP

Pogoń po karnych przegrała w Puławach. Koniec pucharowej przygody

Biała Podlaska: Wypadek na lotnisku. Samolot uderzył w samochód osobowy

KOMUNIKAT POLICJI: zaginiony Jakub Zawodniak

Jenn DĂ­az: Matka i córka

74. rocznica masowych aresztowań mieszkańców Woli Osowińskiej

Sprawdż ważność dowodu osobistego

Dni Radzynia wystartowały

Radzyń Podlaski: Niebawem startują zapisy na pielgrzymkę

Seks, alkohol i sierpień

Dzień Pszczelarza w Hańsku

Umów się online na wizytę w sprawie rejestracji pojazdu w powiecie mińskim

Słuchaj na żywo KRP


        

 
Ogłoszenia
2017-07-23
2017-07-16
2017-07-09
2017-07-02
2017-06-25
2017-06-18
2017-06-11
2017-06-04
2017-05-28
2017-05-21
2017-05-14
2017-05-07
Ks. Daniel Galus pustelnik
Górki Pielgrzymka
2017-04-30
2017-04-23
2017-04-17
2017-04-09
2017-04-02
CARITAS 1%
2017-03-26
2017-03-19
Rekolekcje Wielkopostne
2017-03-12
2017-03-05
2017-02-26
2017-02-19
2017-02-12
Finanse - warsztaty
2017-02-05
2017-01-29
2017-01-22
2017-01-15
2017-01-08
2017-01-01
Wizyta Duszp. 2016-17
2016-12-18
2016-12-11
REKOLEKCJE ADWENTOWE
2016-12-04
2016-11-27
2016-11-20
2016-11-13
2016-11-06
2016-10-30
2016-10-23
2016-10-16
2016-10-09
2016-10-02
2016-09-25
2016-09-18
2016-09-11
2016-09-04
Bulo Bulo Ks. Michał
Pondz Wielk 2017
 
MENU
Strona główna
Księża
Historia
Świątynia
Informacje
Kontakt
zdjęcia
 
Ruchy i Stowarzyszen
schola-2012
Domowy Kościół
Schola
Legion Maryi
Krąg Biblijny
 
KANCELARIA
Godziny
 
LINKI
Diecezja Siedlecka
Katolickie Radio Podlasie
Podlaskie Echo Katolickie
EKAI
Episkopat
 
Cmentarz
Odpust Św. Rocha
Zaduszki 2016
Regulamin
Mapa
Biuro cmentarza
 
 
 
Bulo Bulo Ks. Michał
 
 

 

Drodzy Przyjaciele Misji w Bulo Bulo

z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Łukowie.

 

Niedługo minie 6 miesięcy od czasu jak stanąłem na boliwijskiej ziemi. Czas tutuj upływa bardzo szybko, dzień za dniem mija wypełniony pracą i spotkaniami duszpasterskimi. Dla mnie ciągle tutaj jest wszystko nowe – tradycja tego kraju oraz mentalność i charakter ludzi. Jest w tym jednak coś ciekawego, co nie pozwala przyzwyczaić się do tego co miałem w Polsce, co otwiera na Pana Boga i pozwala mi stwierdzić, iż wiele lat upłynie na poznawaniu Boliwii.

Gdy przyleciałem do Bolwii, na lotnisku czekali już na mnie misjonarze pracujący w Bulo Bulo – ks. Andrzej i ks. Jarek. Zmierzając do naszej parafii zatrzymaliśmy się w miasteczku Montero i przeżyłem pierwszy szok zwiazany z transportem i zasadami ruchu drogowego, a raczej ich brakiem. W każdym boliwijskim mieście można spotkać „mototaxi”, które przewozi pasażerów w różne miejsca. Jednak jak zobaczyłem na jednym motorze kierowcę i matkę z trójką dzieci – oniemiałem. Tutaj jeździsz jak chcesz, zasady są, ale nikt ich nie przestrzega, światło czerwone czy zielone istnieje, jednak gdy droga jest pusta każdy jedzie kiedy i jak chce. Stałem i patrzyłem jak w gąszczu motocykli i samochodów, przemieszczają się ludzie zmierzający do domu, pracy, szkoły czy też sklepów. Dla mnie to był szok – nie wyobrażałem sobie jak to wszywstko funkcjonuje i że nie zobaczyłem żadnego wypadku. Następnie dotarliśmy do Bulo Bulo, gdzie zapoznałem się z naszą parafią. Jednak trwało to tylko chwilę, gdyż po szybkim prysznicu i obiedzie siedziałem już busie „trufi” – i zmierzaliśmy wraz z przyjaciółmi na największą pustynię solną świata  - Salar de Uyuni. Nie miałem czasu na aklimatyzację, w Boliwii czas cofamy o 6 godzin w stosunku do Polski, tak więc, gdy ja kładę się spać niektórzy w Polsce rozpoczynają nowy dzień. Po drodze nocowaliśmy w jednym z większych miast Boliwii – Cochabamba. Miasto jest położone na wyskości 2500 m n.p.m.

Gdy dotarliśmy na Salar de Uyuni, wyskokość wynosiła 4000 m n.p.m. Przez trzy dni czułem się znakomicie, podziwiając przepiękne miejsca na pustyni solnej. Jednak czwratego dnia naszej podróży wysokość dała się we znaki. Było to dla mnie przerażające doświadczenie, brak oddechu, ból głowy i niemożliwość wykonania najmniejszego ruchu. W nocy myślałem, że umrę i pomyślałem, że głupio tak umrzeć po czterech dniach obecności w Boliwii. To by dopiero była wiadomość – nowy misjonarz w Boliwii, zmarł po 4 dniach obecności w tym kraju i nie zaczął nawet pracować na parafiiJ. Jednak na szczęście nastepnego dnia kończyliśmy naszą podróz i zjechaliśmy do miasta Sucre, które jest urzędowową stolicą Bolwii. Jednak inne maiasto – La Paz faktycznie pełni tę rolę i tam też mieszka prezydent Boliwii – Evo Morales. W Sucre żyją siostry Elżbietanki, które podjęły nas bigosem przygotowanym na polski sposób, więc jakoś łatwiej mogłem odzyskać zdrowie. Nastepnie pojawiliśmy  się z wizytą w miasteczku Aiquile, gdzie pracuje kapłan z naszej diecezji – ks. Tomek. Tam też po raz pierwszy poznałem mojego nowego biskupa. Potem już wrócilśmy do Bulo Bulo i mogłem rzeczywiście poznawać parafię i słuchać co mi powiedzą pracujący na misji misjonarze.

Boliwia jest krajem niezwykle zróżnicowanym, kulturowo, etnicznie i językowo. W jednej części kraju ludzie są otwarci  w innej bardziej zamknięci. Tereny górskie są dotknięte większą biedą, tropikalne różni charakter i zamożność. Religijność chrześcijańska przeplata się z miejscowymi wierzeniami, gdzie tak samo mocno wierzy się w Boga jak i miejscowe bóstwo – Pachamamę. W mojej parafii zazwyczaj na mszach wieczorowych jest niewiele osób,  w niedziele zaś zupełnie normalnie jak w naszych kościołach. W parafii Bulo Bulo pracują siostry ze Zgromadzenia Sług Jezusa, które bardzo nam pomagają w organizacji życia duszpasterskiego. Również posiadamy internat dla dziewcząt w wieku 6-18 lat. Natomiast praca w misji nie różni się zasadniczo od tej w Polsce. Posługa sakramentalna, przygotowanie do chrztu, pierwszej komunii, bierzmowania i małżeństwa wypełnia większość czasu. Na szczęście mamy katechistów, siostry i grupę młodzieżową, która nas wspomaga w duszpasterzowaniu.

Boliwia ma wiele problemów moralnych: liczne domy publiczne, handel narkotykami, kliniki aborcyjne w każdej wiosce i mieście, pijaństwo, rzesze rodziców żyjących bez sakramentu małżeństwa, mnóstwo zdrad małżeńskich, przemoc w rodzinach, ciąże nastolatek, wykorzystywanie seksualne dziewczynek – także przez mężczyzn z rodziny, stwarza klimat, który czasami ściska mnie za serce. Spotykam ludzi, a właściwie to jeszcze dzieci z potworną przeszłością, których nie ma sensu odbierać rodzicom, ponieważ sytuacja w domach dziecka wcale nie jest lepsza. Spowiedź w tych warunkach dla mnie jako księdza jest bardzo trudna, gdyż wiem że dzieci wrócą do domów, gdzie ma miejsce zło, a ja nie mogę pomóc wszystkim i czuję się bezradny. Jednak są i piekne doświadczenia. Ostatnio do spowiedzi przyszła jedna pani, która nie spowiadała się 65 lat – od swojej pierwszej komunii. Była to niesamowicie pogodna staruszka. W jedną niedzielę mówiłem o tym, że w kościele mamy sakrament namaszczenia chorych i co trzeba zrobić, aby go otrzymać. Wielu z parafian nie wiedziało o tym, a co bardziej zabobonne babcie przychodziły potem przez tydzień do parafialnej kancelarii i chciały zakupić „cudowny olej leczniczy” od księdza. Jednak odwiedziłem też wiele domów z chorymi, tam rzeczywiście spowiedź i namaszczenie chorych przynosi ulgę i daje nadzieję.

 Gdy byłem u mojego kolegi, ks. Tomka z Aiquile, modliliśmy się wysoko na szczycie góry, tam właśnie jest cmentarz. I sprawowaliśmy Mszę św. za młodą 18. letnią dziewczynę, która zmarła podczas narodzin swojego dziecka. To było niesamowite doświadczenie, spotkać ludzi żyjących w górach. Niektórzy z nich dwa dni szli przez góry na tę Mszę św. To też pokazuje wiarę tych ludzi.

Większość ludzi z mojej parafii żyje w dżungli, tam uprawiają liście koki, z nich żyją i one są źródłem utrzymania rodziny. Do kościoła przychodzą na święta, po skakramenty lub też w celu zamówienia mszy za zmarłych. Na takiej mszy za zmarłych gromadzi się wtedy cała rodzina, przynoszą kwiaty, świece, figurki oraz zdjęcie zmarłego. Czasami też proszą o fakturę za odprawioną Mszę święta. Wszystko to potem składają na grobie zmarłego, a rachunek jest wiadomością dla zmarłych, że rodzina o nich pamięta i modli się za nich. Jednak podczas Eucharystii bardzo często muszę im mówić kiedy mają siadać lub wstawać, sam też odpowiadam sobie podczas Mszy świętej. Jednak jest coś fascynującego w wierze boliwijczyków, mianowicie mają niezwykle wyczulony zmysł duchowy. Sa głeboko przeświadczeni, że zmarli rzeczywiście nam towarzysza. 1 i 2 listopada gromadzi rzesze ludzi w kościołach i na cmentarzach, wszyscy chcą msze za zmarłych, a następnie z cała rodziną gromadzą sie na cmentarzu. Grób przyozdabiają świecami i kwiatami oraz kładą na nim niesamowicie duże ilości jedzenia. To wszystko dla zmarłych. Zamawia się też orkiestrę, która gra dla zmarłych. Natomiast co sprtyniejsze dzieci chodzą od grobu do grobu i oferują modlitwy za zmarłych. Za taką modlitwę otrzymują jedzenie lub słodycze, a kto dłużej się modli, ten może więcej otrzymać.

Kiedy patrzę na misję w Bulo Bulo widzę tytaniczną pracę jaką wykonali moi poprzednicy – ks. Tomasz Duda oraz ks. Andrzej Kubalski. Oni spędzili wiele lat na budowaniu naszej parafii. Ja wychowałem się w Siedlcach, w bloku, na czwartym piętrze. Szczerze przyznam, ze nie ogarnąłbym tego wszystkiego, gdyby to mnie czekała budowa. W Polsce może tak, natomiast tutaj wiele rzeczy muszę robić sam. Przyznam, że nigdy w życiu tak ciężko fizycznie nie pracowałem jak tutaj, choć wiem, że jest to odrobina pracy jaką włożyli w tę misję moi koledzy. Każdego dnia kilka godzin upływa na konserwacji i naprawach. Klimat tropikalny przynosi dużą wilgotność, deszcze i wysokie temperatury. To wszytsko sprawia, że ciagle coś się psuje, a ja na bieżąco uczę się jak coś naprawić.

W naszej parafii istenieje internat dla dziewcząt, który założył ks. Tomek Duda. Jest to nasza radość, gdy możemy obserwować jakie postępy wychowawcze i edukacyjne robią nasi wychowankowie. Tutaj uczą się modlitwy, pracy i to przynosi konkretne efekty. Jednak system edukacyjny w Boliwii nie stoi na wysokim poziomie. Jest to spuścizna po epoce komunizmu, gdzie nauczyciel uczy faktów, które niekoniecznie są prawdziwe, ale to on zawsze ma rację. Nie uczy się dzieci myślenia, ale zapamiętywania tego co mówi książka i nauczyciel. Choć większość z nich posiada telefony komórkowe, internet to jednak nie zawsze przekłada się na wiedzę o świecie. I tak na przykład dzieci żyjące w dżungli mogą mieć współczesne zdobycze techniki, a nie zawsze wiedzą do czego służy prysznic, gdyż zawsze myły się w pobliskiej rzece. Tam myją się całe rodziny a miejscowe kobiety robią pranie. Sytuacja dzieci jest bardzo trudna, chowają się często na ulicy, wiele z nich na niej żyje, ma to miejsce szczególnie w miastach. Niekóre z nich pracują od najmłodszych lat, zeby zarobić na odrobinę jedzenia. Przykrą sprawą jest także to, że młode 15 letnie dziewczyny pracują już w domach publicznych. Ja na razie nie rozumiem z tego wiele, poznaję ludzi, rozmawiam i staram się zachęcić do wiary. Jak już kogoś uda się przyprowadzić do Pana Jezusa, łatwiej jest znaleźć konkretną formę pomocy, gdyż mamy kontakt z taką osobą.

 Jednak gdy patrzę na oczy boliwijskich dzieci, często ciemne i czarne, widzę w nich radość i chęć życia. Te oczy są niesamowite i szukają miłości. Dla mnie to jest najlepsza nagroda, to jak mogę widzieć roześmianą twarz dziecka w Boliwii.

Przez te 6 miesięcy wydarzyło się już tyle, ze mógłbym napisać książkę, a tyle mam nadzieję jeszcze przede mną. Jest grudzień, a temperatury przekraczają 30 st. i gorąco daje się we znaki. Inaczej przeżywam mój pierwszy Adwent w Boliwii. Jest inaczej i jakoś trudniej. Niby w kościele już pojawiły się sztuczne choinki, ale jest trochę tęsknoty za Polską, roratami  i przygotowaniem do  Świąt Bożego Narodzenia. Jednak Jezus jest ten sam, nic w tej kwestii się nie zmieniło, więc sens Narodzenia Chrystusa umacnia wiarę i przynosi nadzieję. Na szczęście tutaj też są kolędy. W Dzień Wigilii o 16.00 mamy spotkanie z młodzieżą i katechistami z naszej parafii. Jest to podziękowanie za przygotowanie 9 dniowej Nowenny do Dzieciątka Jezus. Uczestniczyło w niej 150 dzieci z naszej parafii.

Chciałbym bardzo, ale to bardzo podziękować ze wszelkie dobro jakie otrzymałem w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Łukowie. Trwało to 7 lat. Jakże piękny był to czas. Jednak teraz przyszedł czas na Bulo Bulo, gdzieś na peryferiach świata. Naprawdę odczuwam moc modlitwy ludzi z naszej łukowskiej parafii. Dziękuję Księdzu Pałatowi Tadeuszowi Dziędze, za to że wpadł na pomysł różańcowej modlitwy za misję w Bulo Bulo. To jest niesamowite doświadczenie i świadomość tego, że wiele rodzin każdego wieczoru gromadzi na modlitwie za naszą misję. To dodaje sił i mocy, gdyż każdego dnia spotykam się z sytuacjami, które czesto mnie przekraczają. Wiem, że modlicie się za mnie. Otrzymałem nawet zdjęcie jak któś z moich byłych uczniów zrobił fotografię swojej rodziny, modlącej się podczas wieczornego różańca w mojej intencji.

Moi Drodzy Przyjaciele. Życzę Wam, aby czas Bożego Narodzenia umocnił wiarę, nadzieję i miłość. Życzę wam zgody i miłości w rodzinach. Bóg nam towarzyszy i choć nie zawsze możemy to czuć, to On jednak jest Emmanuelem – Bogiem z nami. Ogarniam modlitwą wszystkie osoby starsze, schorowane i samotne oraz tych, którzy przeżywają jakiekolwiek trudności. Nie traćmy nadziei, ona nie pozwala poddać się i zrezygnować. Jesteśmy bardzo ważni w Bożych oczach i tego możemy doświadczyć w Boże Narodzenie, gdyż Jezus przyszedł i przychodzi dla nas.

 

                                                                       Ks. Michał z Bulo Bulo J

 

Ps. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć co słychać w naszej Misji to zachęcam do odwiedzania naszej strony internetowej: www.bulobulo.ovh.org

Można również wesprzeć podejmowane przez nas inicjatywy:

Michał Chromiński

Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski SA

Numer rachunku: 12 1020 4476 0000 8502 0046 8348

Tytuł: Misja w Bulo Bulo

 

 
     

Copyright 2007 - Realizacja KreAtoR